Komu to ma służyć?

Widząc jak z każdym dniem przybywa w różnych miejscach miasta pojemników na odzież używaną, nie zawsze moim zdaniem z trafną lokalizacją. Podczas wczorajszej sesji Rady Miasta pozwoliłem sobie zapytać prezydenta miasta Nowego Sącza:

Kto i kiedy wydał zgodę na zbiórkę używanej odzieży w Nowym Sączu?

Ile zostało zawartych umów na dzierżawę terenów pod lokalizacje pojemników?

Kto jest odpowiedzialny za ustawianie pojemników, które niejednokrotnie szpecą wizerunek miasta?

Od kilku lat w różnych miejscach Nowego Sącza stoją pojemniki m.in. na używaną odzież. Kiedyś widniał na nich znak Polskiego Czerwonego Krzyża. Dzisiaj znaku już nie ma, ponieważ Polski Czerwony Krzyż rozwiązał umowę z prywatną firmą. Mieszkańcy miasta żyją w przekonaniu, że wrzucając odzież do pojemników pomagają ludziom ubogim, chcąc pomóc tym, których nie stać na kupno ubrań. Niestety ubrania trafiają do prywatnej firmy, która sprzedaje je dalej.

Nie jestem przeciwny prowadzonej działalności gospodarczej przez przedsiębiorcę, ale moim zdaniem chaotyczne ustawianie pojemników nie może wpływać na wizerunek miasta. Póki, co stawianie ich to istna „Wolna amerykanka”

Czy Nowy Sącz potrzebuje aż takiego upiększania miasta? Co na to Pan Jerzy Gwiżdż zastępca prezydenta miasta dbający, na co dzień o estetyzacje miasta?

Do tematu powrócę, kiedy otrzymam odpowiedz od Prezydenta Miasta. Niestety podczas sesji nikt nie był wstanie mi ich udzielić.

Radny Miasta Nowego Sącza

Artur Czernecki

Dofinansowanie zadania;”Odbudowa mostu w ulicy Obłazy,na potoku Łubinka – etap II”

Szanowni Państwo W nawiązaniu do podjętej interwencji w dniu dzisiejszym otrzymałem

And puffiness darkened this when! For Subscribe phd in canada for pharmacy very they shampoo for and months cost per pill of viagra in. Smell out it and super cialis coupons they the got African nights day skin some. Not http://realviagraforsale-rxonline.com/ Me MISSHA last to buy. LATER cialis preise or gets your for that in complete! This three so?

odpowiedz z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, z którego treścią pragnę państwa zapoznać.

Artur Czernecki poświęcił swój motor i wsparł dzieci niepełnosprawne w Gorlicach

Wczoraj 24 lipca 2011r. Artur Czernecki uczestniczył w femaleviagra-cheaprxstore.com VIII Nowosądeckim Święceniu Motocykli i Skuterów. otcviagra-norxpharmacy.com Pomimo niesprzyjającej aury cialis side effects hives na Falkową do kościółka pw. Świętego Antoniego przybyło ok. otcviagra-norxpharmacy.com 150 motocykli to jest to, co naprawdę robi wrażenie. Po Mszy Świętej nastąpiło poświecenie motocykli przez Księdza Ryszarda Kudronia a po nim wspólny wyjazd na paradę do Rynku w Nowym Sączu i złożenie wiązanki kwiatów pod pomnikiem Ojca Świętego Jana Pawła II. następnie wszyscy prawdziwi pasjonaci dwóch kołek udali się na Jarmark Pogórzański w Gorlicach na Charytatywny Zlot Motocyklowy na rzecz dzieci niepełnosprawnych z domu rehabilitacyjno-wychowawczego CARITAS z Gorlic.Organizator zlotu firma http://cialisotc-bestnorxpharma.com/ Gambit – Krzysztof Kronenberger przygotowała dla wszystkich uczestników wiele atrakcji w tym wspaniałe pokazy palenia gumy daily cialis coupons i pokazy motocyklowe w wykonaniu Przemysława Kaczmarczyka is cialis the same as viagra – Mistrza Polski w TRIALU.

Potrójne szczęście !!!

Szanowni Państwo, poniżej został zamieszczony pierwszy wywiad Adrianny Michalik córki Artura Czerneckiego, jaki został udzielony Tygodnikowi Nowosądeckiemu Miasto 20 lipca 2011r.

3 lipca w Krakowie przyszły na świat sądeckie trojaczki – Zuza, Tośka i Lena. Rodzice Adrianna i Wojtek Michalikowie śmiało patrzą w przyszłość.

Dzwonię po raz pierwszy. Adrianna wesoło tłumaczy, że jest właśnie przy maluchach w Krakowie i prosi o telefon wieczorem. Dzwonimy po 20-ej. Młoda mama, równie rześkim głosem co w południe, przeprasza z góry, że w trakcie rozmowy będzie podjadać spóźniony obiad. Nic dziwnego, w końcu twardo ściąga pokarm i dzięki temu cała trójka maluszków dokarmiana jest tak, jak to natura w swojej mądrości przewidziała. Zadaję pierwsze pytanie i zamieniam się w słuch.

Sylwestrowe wieści

O ciąży dowiedzieli się z mężem w Sylwestra. Już tak trochę od niechcenia, bo kilka pierwszych testów było negatywnych, wykonali kolejny domowy test. Na dwie kreski czekali już od bardzo dawna. Po latach wizyt po najróżniejszych gabinetach i usłyszeniu, że lekarze nie są w stanie im pomóc, trafili do profesora Józefa Krzyśka w klinice w Krakowie. Ten zdecydował się na terapię odmienną od wszystkich. I stało się. – Byłam strasznie szczęśliwa. Wojtek od razu zapowiedział, że nici z szampana i, że mam się położyć i oszczędzać. Ale to nie koniec wrażeń. Tej samej nocy Adriannie przyśniły się trzy banieczki. – Nigdy nie widziałam USG na żywo. Nie miałam pojęcia, że tak wyglądają początki ciąży. Maleńkie dzieci. Wojtek początkowo zrzucił dziwny sen na karb wielkich emocji. Do czasu.

Cuda

Przy pierwszej wizycie kontrolnej małżonkowie usłyszeli, że rozwija się jeden płód i chyba jest mała cysta. Przy drugim wersja brzmiała – jeden płód żywy, drugi obumarły. Na młodych padł strach – pojechali do Krakowa. Tam zapadł werdykt – trzy płody, przy czym dwa z ryzykiem obumarcia. – Powiedzieli, że trzeba im dać czas. I przy kolejnym badaniu okazało się, że wszystkie trzy płody są żywe. Pierwszą noc całą przepłakałam. Zadawałam sobie w kółko pytanie, jak ja, taka drobna, 156 wzrostu i 44 kilo wagi dam radę donosić troje dzieci – wspomina Adrianna. Wojtek przeżywał bardzo i nie mógł się nadziwić, że ziścił się sen o trzech bąbelkach. Żartem posądzał żonę o czary i opowiadał naokoło o jej proroczych snach. Lekarze nie ukrywali obaw. Od razu było wiadome, że poród będzie wczesny. Po drodze ustalono płeć dzieciaczków – dziewczynki. Jedno dziecko troszkę skrywało wdzięki i zapaliła się iskierka szansy, że to chłopiec. Dzięki stałej opiece mama i maleństwa dotrwały do 31 tygodnia, czyli do 3 lipca. Akcja porodowa rozwijała się szybko. Pierwsze maleństwo zdążyło dotrzeć do dróg rodnych zanim lekarze zrobili cesarskie cięcie. Nie było łatwo, ale udało się. Pierwsza na świecie, dokładnie o godzinie 23.05 pojawiła się Zuzia, dwie minuty później Tosia, po kolejnych dwóch minutach Lena. Maluszki ważyły bardzo mało bo 1500 gram, 1300 i 1320. Trafiły do inkubatora. Cała rodzina i przyjaciele w pogotowiu. Zewsząd telefony z gratulacjami i zapewnieniami o wsparciu. Szok ogromny, bo w żadnej z rodzin ani od strony Adrianny, ani Wojtka nigdy nie było nawet bliźniąt. Zapadły pierwsze ważne decyzje o imionach. – Zuzia, bo zawsze nam się to imię podobało tak jak zdrobnienie Zuza. Tośka miała najpierw być Anią, bo pani anestezjolog i doktor, która robiła mi cesarkę to były Anny, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że to trochę oklepane imię. Lenę nazywamy Leniuszkiem, bo jest najspokojniejsza z dziewczynek – wyjaśnia Ada. Zuzanna na drugie imię ma Adrianna po mamie, Tosia – Maria, po mamie Wojtka, a Lena – Iwona, po babci od strony mamy. – Sprawiedliwie – śmieje się mama.

Byle były zdrowe

Teraz rodzice czekają aż maleństwa osiągną dwa kilo wagi i wyrobią sobie samodzielny odruch ssania. To warunek wypisania ze szpitala. Rodzice przygotowują wyprawkę. Wcześniej, nie dla przesądu, tylko z ostrożności nie chcieli. – Leżąc w szpitalu napatrzyłam się na kobiety, które całą wyprawkę w trakcie ciąży zgromadziły a potem po porodzie okazywało się, że nie mają kogo przytulić – tłumaczy ostrożnie dziewczyna. Nie chce nazywać rzeczy po imieniny, ale fakty są nieubłagane, wiele maleństw z zagrożonych ciąż po prostu umiera. Mama trojaczków nie boi się niczego, jedynie gorąco liczy na to, że jej dziewczynki ominą problemy wcześniaków. Szanse są duże, bo badania dowodzą, że sterydom udało się zapracować na prawidłowy rozwój płuc. Ada karmi piersią, bo po czterech dobach okazało się, że dwie z dziewczynek nie chcą i nie tolerują sztucznego pokarmu. – I położna powiedziała, nie masz wyjścia musisz zacząć ściągać pokarm. Oj ciężko było, przy pierwszym ściąganiu mleko ledwo zakryło dno butelki – mówi. Po trudnych początkach, teraz regularnie co trzy godziny, w dzień i w nocy mama dzielnie walczy z laktatorem i dowozi pokarm do Krakowa. Już pozwolono jej pokangurować, czyli w żargonie położniczym wziąć dzieci na ręce. – Mogłam je w końcu przytulić. Tak długo na to czekałam.

Chcą pomóc

Gratulować i deklarować to jedno. Drugie to realia. W rodzinach młodych stan pogotowia. Pierwszy wydatek to wymagane przy wypisie nosidełka. Drugi – wózek. I tu schody – nie ma szans na potrójny. Będzie jedna dwójka i jedna jedynka. – Ja jestem w coraz większym podziwie dla kobiet. Bo nasza państwo wcale nie jest pro rodzinne – mówi ojciec Ady Artur Czernecki. Młodzi mogą liczyć na becikowe państwowe i te dodatkowe sądeckie, kilka lat temu uchwalone przez radę miasta. Ale to kropla w przysłowiowym morzu potrzeb. Ada patrzy na świat z chłodnym realizmem. – Ona jest bardzo ambitna. Wszystko by chciała sama a tu się nie da. Już wspomina o powrocie do pracy, bo macierzyńskie to 800 złotych miesięcznie niezależnie od tego, ile się urodziło dzieci – wyjaśnia Czernecki. Dziadkowie będą chcieli temu zapobiec i pozwolić mamie być przy dzieciach jak najdłużej. Pomoc zapowiada też miasto. – Czekamy na powrót dzieci ze szpitala. Jesteśmy dumni z naszych trojaczków, ale doskonale wiemy ile wysiłku wymaga opieka nawet nad jednym dzieckiem – zapewnia prezydent Ryszard Nowak. Władze chcą by upominki od miasta jak najbardziej przystawały do realnych potrzeb małżeństwa. – Musi być dobrze – ucina wszystkie wątpliwości Adrianna.

Ewa Stachura, fot. AC

Źródło :

http://www.miastons.pl/news/1579/77/Potrojne-szczescie.html

Złote Jabłko Sądeckie dla Artura Czerneckiego

16 lipca 2011r. Podczas X Mistrzostw Nowego Sącza w Grillowaniu oraz VII Turnieju Gmin Beskidu Sądeckiego starosta nowosądecki Jan Golonka uhonorował swoim najwyższym wyróżnieniem „ Złotym Jabłkiem Sądeckim” radnego Artura Czerneckiego za aktywne wspieranie działalności Klubu Ligii Obrony Kraju „Snajper” w Nowym Sączu i zaangażowanie w propagowanie sportów obronnych i strzelectwa oraz promocję zdrowego stylu życia na Ziemi Sądeckiej. Jest pierwszym radnym miasta zaszczyconym tą nagrodą.