Anna Totoń rozmawia z Janem DEKEREM

„Od dziecka marzyłem aby być szkutnikiem”

Wywiad z rzeźbiarzem Janem DEKEREM

Pytanie: – Prosiłabym o parę faktów z dotychczasowego życia Pana.

Jan Deker:  Urodziłem się20 maja 1937r w Nowym Sączu. Mieszkaliśmy w dzielnicy Załubińcze  przy ul.Żywieckiej  .Najpierw chodziłem do Szk.Podst. im.Jana Kochanowskiego, a potem do Szk.Podst.im.Adama Mickiewicza.

Podczas okupacji niemieckiej  nasza rodzina musiała wyjechać do Czech gdzie zamieszkaliśmy u krewnych. Do Nowego Sącza, pamiętam to doskonale wróciliśmy w maju 1945r. Od strony Czech dochodziliśmy do granicy bardzo długo pieszo, a gdy wysiedliśmy w Nowym Sączu od razu na dworcu kolejowym  rodzice ze względu na niemieckie nazwisko zostali zaaresztowani, a nas trójkę dzieci –mnie, brata Tadeusza i siostrę Alicję przygarnęła dalsza rodzina mamy. Rodzice do wyjaśnienia czy nie są „szpiegami” byli przetrzymywani w sądeckim areszcie ok.roku .

P. – Wspominał Pan, że od dziecka marzył  o szkutnictwie. Skąd te marzenia?

J.D. – Mój ojciec był z zawodu cenionym kamieniarzem. Nie tylko dla potrzeb cmentarnych.           Pozwalał mi sobie pomagać, dawał dłuto do ręki, instruował, był w tym cierpliwy, ale ja marzyłem od początku abym to samo co w kamieniu robił w drewnie. Po ukończeniu I LO im. Jana  Długosza w Nowym Sączu złożyłem na dalszą edukację papiery na Wydział Budowy Okrętów  na Politechnice Gdańskiej. Niestety nie przyjęto mnie. Mama( tato zmarł na pylicę – chorobę zawodową u kamieniarzy) dołożyła wiele starań abym dostał się na Akademię Medyczną  we Wrocławiu. Po roku musiałem zrezygnować. Zacząłem dorywczo pracować w różnych miejscach i w Nowym Sączu i w okolicy. Pracę stałą znalazłem w PSS-ie. Tam poznałem przyszłą żonę Krystynę, zawarliśmy w 1960 roku ślub, urodziły się trzy córki i co najważniejsze  dla mojej pasji dostałem wreszcie pracę w tworzącej się stanicy w Znamirowicach, jako kierownik tej placówki. Tam wybrałem miejsce na budowę domu i tam powoli spełniały się moje marzenia. Pierwsze co „wydłubałem” w drewnie to był dwuosobowy kajak – mój wymarzony „okręt” , no i była wokół woda aby nim pływać. Moim mistrzem w szkutnictwie , którego podpatrywałem z ukrycia gdy pracował w swej pracowni był znakomity szkutnik Ludwik Michalski. Drugą moją pracą była już artystyczna rzeźba – głowa kobieca do której to rzeźby pozowała mi żona. Co zaś do rodziny to nie układało mi się należycie. Małżeństwo z mojego powodu rozpadło się , z innych następnych związków przybył syn i córkaAnna – Maria, również uzdolniona artystycznie.

P. – Czy ten Pana talent rzeźbiarski nie był przez nikogo wspomagany, czy nikt Panu nie pomagał , nie krytykował?

J.D. –Korzystałem i to często z ważnych i cennych  uwag Franka Palki. Był on dla mnie najlepszym krytykiem powstających prac. Rzeźbiłem bez przerwy, wykorzystywałem każdą wolną chwilę w swej zawodowej pracy. Były to godziny najwspanialszego relaksu. Gdy  „złapałem” pomysł, zatracałem się w czasie. W końcu zrezygnowałem z pracy w stanicy, założyłem prywatny zakład pn: „Przetwórstwo z tworzyw sztucznych. Stolarstwo. Szkutnictwo” z siedzibą w Znamirowicach. Nie narzekałem na brak zamówień, miałem wciąż ciekawe pomysły, miejsce gdzie mieszkałem też temu sprzyjało.

P.- Kiedy Pan pokazał swoje prace szerszej publiczności?

J.D. – Moja pierwsza indywidualna i raczej mała wystawa była w Gródku n/Dunajcem zorganizowana przy pomocy Franka Palki , która miała zachęcającą do dalszego organizowania tego typu wystaw oglądalność. Zacząłem wykonywać rzeźby w różnych gatunkach drewna, umiałem już go przygotowywać, dopasowywałem gatunek drewna do danej zamawianej postaci, uczyłem się podpatrywać rzeźby innych wykonawców. Inaczej rzeźba  przemawia wykonana w lipie, dębie, jesionie, sośnie ,buku , świerku.Nie kleję drewna, wszystkie rzeźby są wykonane z kloca. Zaczęło tych rzeźb przybywać tak dużo aż postanowiłem otworzyć z nich moją prywatną galerię.  W  domu w Znamirowicach są wszędzie i zajmują powierzchnię pięciu pokoi, są w piwnicy, w łazience , korytarzu, przy wejściu do galerii do której zapraszam odpowiednim szyldem, mottami wielkich artystów .

Galeria liczy w tej chwili ok.400 rzeźb(było ich o wiele więcej). Są różnej wielkości, od 20 cm do dwóch metrów. Związałem się od ośmiu lat z TPSP w Nowym Sączu. Biorę udział w organizowanych przez nich wystawach, wysyłam moje rzeźby na inne ogłaszane konkursy, zdobywam laury, i muszę się Pani przyznać, że od sześciu lat zacząłem iść w ślady taty i rozpocząłem rzeźbienie w kamieniu. Niestety czynię to z mniejszym entuzjazmem..

P. – Wykonuje Pan również rzeźby użytkowe – stoły, ławy, krzesła, trony, małe barki oraz „drobiazgi” ozdobne,  np. na słodycze. Oprócz tego głowy, popiersia, i całe figury  dowolnych postaci – na życzenie zamawiających. Nic Pan nie mówi o wspaniale do tej pory odtwarzanych figurach sakralnych. Przyjechałam do Pana galerii aby podpatrzyć wykonywanie na zamówienie słynnej  „Madonny z Krużlowej”. Jestem nią urzeczona.

J.D.  – To są specjalne zamówienia, rzadko wykonuję do kolekcji w swojej galerii. Kończę obecnie  pracę nad prezentem imieninowym  z okazji patrona  św.Wojciecha. To dla obdarowanego prezent aż do następnych pokoleń , świetnie będzie się trzymał.Ze wzruszeniem rzeźbiłem BożoNarodzeniową szopkę do kościoła w Podolu, wraz z innymi twórcami z sądeckiego TPSP – Drogę Krzyżową do Stróż. W galerii można zobaczyć w różnych ujęciach postacie Chrystusa na krzyżu gdzie naturalnie  rozwidlenie gałęzi  graba stanowi trzon krucyfiksu, mam też w zbiorze oryginalne Piety , albo w klocu, albo wjednym pniaku wyrzeźbione.

P. – Czy były jakieś szczególnie ulubione rzeźby z którymi trudno było się Panu rozstać? Czy notuje Pan miejsca gdzie one powędrowały?

J.D. – Niestety nie notowałem i nie notuję. Byłoby wiele tych miejsc, ale nie ukrywam, że odkąd jestem na emeryturze , a teraz częściej sam przebywam wśród tych rzeźb przypominam sobie mozół pracy przy wykonywaniu niektórych aby efekt był i dla mnie i dla zamawiającego zadowalający. Np.rzeźba, którą nazwałem –„Harpunnik”, wykonana w świerku, prawie naturalnej wielkości; rzeźba w jesionie córki Ani; św.Jerzy w lipie, wiem,że jest w jakimś prywatnym domu w Elblągu; postać Dafne w drzewie grabu , czy też bardzo trudna i pracochłonna rzeźba w drzewie lipowym „Dziewczyna z krokodylami”

P .- Jakie jeszcze ma Pan plany do dokończenia spełnionych Pana marzeń? Przecież to najważniejsze się  spełniło – rzeźbi Pan w drewnie. Czego można Panu życzyć?

J.D. – Chciałbym dla kontrastu krucyfiksów w grabie wyrzeźbić prawie naturalnej wielkości klęczącego Anioła. Życzyć można mi zdrowia i ogromnej rzeszy zwiedzających moją galerię koneserów tej dziedziny sztuki.. Przyniosą wtedy inne pomysły do dalszego spełnienia mich marzeń.

Ja dodam, że galeria jest w urokliwym miejscu, tuż nad jeziorem w prawie zaczarowanym lesie, a gospodarz ma drzwi otwarte dla każdego.

Dziękuję za rozmowę.    ANNA TOTOŃ – Znamirowice  – kwiecień 2013 r.