Koalicja Nowosądecka wraz Platformą Obywatelską idzie na wojne z radnymi z klubu PiS Wybieram Nowy Sącz, aby przykryć problemy w miejskich spólkach?

 
Grupa sądeckich radnych chce odwołać Artura Czerneckiego (klub PiS Wybieram Nowy Sącz) z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miasta Nowego Sącza. Przygotowany projekt uchwały znalazł się w porządku obrad 44. sesji.

 

Artur Czernecki jest jednym z dwóch wiceprzewodniczących Rady Miasta Nowego Sącza.

Pod przygotowanym projektem uchwały podpisało się 11 radnych z Koalicji Nowosądeckiej, Koalicji Obywatelskiej oraz niezrzeszonych. Punkt dotyczący odwołania wiceprzewodniczącego jest w porządku obrad jednym z ostatnich, a liczy ona 32 punkty

– Od kilku tygodni jest prowadzony zmasowany atak na moją osobę, między innymi na moją aktywność w samorządzie. Niestety posunięto się do manipulacji i atakowania mojej rodziny. Zapoznałem się z uzasadnieniem pod tym projektem uchwały. Jest ono lakoniczne. Pod projektem podpisało się jedenastu radnych. Powiem jedno. Nie dam się zastraszyć. Będę dalej ze społeczeństwem, będę zawsze bronił prawdy. Taki byłem, jestem i taki pozostanę. Mam mandat radnego od mieszkańców, którzy mnie nim obdarzyli, którzy mi zaufali, a funkcję wiceprzewodniczącego powierzyła mi Rada Miasta – powiedział Sądeczaninowi.info radny Artur Czernecki. – Zamiast zająć się poważnymi problemami to „szuka się wojenek”. Takim zaczepkom mówię stanowczo – NIE.

Jak mówi wiceprzewodniczący Rady Miasta to ona go desygnowała na tę funkcję i to ona może go z tej funkcji odwołać. Ma do tego pełne prawo.  

Przypominamy, że stosownie do postanowień art. 19 ustawy z dnia s marca 1990 r. o samorządzie gminnym (tekst jednolity Dz. U. z 2020 r., poz. 713):

„Art. 19. [Wybór oraz odwołanie przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady gminy]

1. Rada gminy wybiera ze swego grona przewodniczącego i 1-3 wiceprzewodniczących bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowego składu rady, w glosowaniu tajnym.

2. Zadaniem przewodniczącego jest wyłącznie organizowanie pracy rady oraz prowadzenie obrad rady. Przewodniczący może mu wyznaczyć do wykonywania swoich zadań wiceprzewodniczącego. W przypadku nieobecności przewodniczącego i niewyznaczenia wiceprzewodniczącego, zadania przewodniczącego wykonuje wiceprzewodniczący najstarszy wiekiem.

3. (uchylony).

4. Odwołanie przewodniczącego i wiceprzewodniczących następuje na wniosek co najmniej 1/4 ustawowego składu rady gminy w trybie określonym w ust 1 (…).”

i.michalec@sadeczanin.info, fot. IM.

Nowy Sącz. Jest chętny na kupno Miasteczka Multimedialnego. Daje 18 mln zł

Alicja Fałek

Alicja Fałek

Alicja Fałek
Już cztery razy bezskutecznie próbowano sprzedać majątek spółki Miasteczko Multimedialne. Do sędziego komisarza trafiła oferta konsorcjum firm na czele z sądeckim przedsiębiorcą na kwotę 18 mln zł. Teraz decyzja należy do rady wierzycieli.

Szklany budynek Parku Technologicznego MMC Brainville wraz z wyposażeniem w ostatnim, czwartym przetargu, był wystawiony na sprzedaż za 24 mln zł. Mimo że cena spadła znacząco, bo z 56,1 mln zł, to i tak nie znalazł się nikt chętny.

– Zgłosił się kupiec, który oferuje 18 mln zł – przyznaje Witold Kadłuczka, syndyk masy upadłościowej spółki Miasteczko Multimedialne.

Wysokie koszty utrzymania

Prawie dwa lata temu, 19 października 2017 r., sąd w Krakowie na wniosek udziałowców spółki Miasteczko Multimedialne, ogłosił jej upadłość.

– Sukcesywnie sprzedajemy mienie ruchome, ale zamiast spłacać wierzycieli, pieniądze przeznaczamy na bieżące utrzymanie budynku – zaznacza Witold Kadłuczka.

Te są wysokie. Początkowo sięgały nawet 200 tys. zł miesięcznie. Dlatego też zdecydowano o wyłączeniu serwerowni, a co za tym idzie systemu klimatyzacji. Dzięki tym zabiegom udało się je ograniczyć do 35-40 tys. zł miesięcznie. – To są niepotrzebne koszty. Najlepiej by było, gdyby się udało jak najszybciej sprzedać ten obiekt – dodaje syndyk. – Czy w całości podmiotowi, który złożył ofertę, czy osobno budynek, a osobno wyposażenie w drodze przetargu, to już musi zadecydować rada wierzycieli.

Złożyli drugi raz ofertę

Za 18 mln zł, czyli o 6 mln zł mniej, niż cena wywoławcza w ostatnim przetargu, chce dać za MMC Brainville konsorcjum trzech firm. Reprezentuje je Jerzy Lelito, prezes spółki Phoenix Construction Engineering & Management z Nowego Sącza. To firma zajmująca się deweloperką, która m.in. ma wybudować winiarnię przy ul. Wałowej oraz zamienić kamienicę w Rynku w luksusowy apartamentowiec.

– Pierwotnie oferowaliśmy 20 mln zł, ale jeden podmiot , zniechęcony tak długim czasem oczekiwania na decyzję, wycofał się z konsorcjum – mówi Jerzy Lelito. – Czekamy na decyzję Polskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Postawiliśmy bowiem warunek. Kupimy całość, ale mając gwarancję, że PARP nie będzie ubiegał się o zwrot dotacji, jaką przyznał na budowę obiektu.

Oferta trafiła najpierw do sędziego komisarza, który następnie przekazał ją radzie wierzycieli. Ta w końcu wreszcie się ukonstytuowała. Na jej czele stoi PARP, a członkami są m.in. Urząd Skarbowy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Santander Bank Polska SA, Edelmet i miasto Nowy Sącz. Wszyscy wierzyciele, a jest ich około stu, zgłosili roszczenia na około 150 mln zł.

– Mamy gotową koncepcję zagospodarowania obiektu, która wydaje się atrakcyjna. Ale nie chcę na tym etapie zdradzać szczegółów – zaznacza Lelito. – Zależy nam, żeby przy wjeździe do centrum Nowego Sącza znajdował się imponujący budynek, przyciągający wzrok.
Ludomir Handzel, prezydent Nowego Sącza, uważa, że najlepszym rozwiązaniem byłaby pierwotna funkcja Miasteczka Multimedialnego.

– Budynek ma studia TV, studio nagrań , capture motion, laboratoria, serwery o potężnej mocy.To nie miejsce na DPS czy biura dla urzędu – szkoda potencjału – mówi Ludomir Handzel. – Można także pomyśleć o zagospodarowaniu tego budynku przez PWSZ i WSB. Jako prezydent miasta zrobię wszystko by ten potencjał obudzić.

Anna Bracik, rzecznik prasowy PARP, potwierdza, że decyzja w sprawie sprzedaży majątku likwidowanej spółki zapadnie w najbliższym czasie. – Niebawem zostanie zwołane posiedzenie rady wierzycieli – zapewnia Bracik.

Jestem pewien klapy z tej inicjatywy

Janusz Bobrek

Janusz Bobrek

Robert Hoffman (z prawej) to inicjator spotkania w sprawie referendum. Grupa mieszkańców zarzuca sądeckim radnym „bicie piany” i politykowanie zamiast pracy na rzecz miasta
Robert Hoffman (z prawej) to inicjator spotkania w sprawie referendum. Grupa mieszkańców zarzuca sądeckim radnym „bicie piany” i politykowanie zamiast pracy na rzecz miasta Janusz Bobrek
Zobacz galerię (18 zdjęć)

 
Części sądeczan nie podoba się praca Rady Miasta Nowego Sącza, a konkretnie brak współpracy z prezydentem Ludomirem Handzlem, który już dwukrotnie nie otrzymał absolutorium i wotum zaufania. W poniedziałek (13 lipca) zawiązała się grupa referendalna, której celem jest doprowadzić do odwołania sądeckich rajców. Na razie to „żółta kartka”.

Za dużo polityki, dyskusje o niczym i ataki personalne, a przede wszystkim blokowanie inicjatyw prezydenta Handzla – to główne hasła jakie padły podczas publicznego spotkania pod nowosądeckim ratuszem, na które zaprosił znany dotychczas z aktywności w mediach społecznościowych Robert Hoffman.

– Chcemy pokazać sądeckim radnym, że podczas obrad nie jest ważna pyskówka, ale dyskusja o najważniejszych problemach miasta. Nie chcemy wielogodzinnych ad vocem, w których jedni atakują drugich. Tak się nie rozwiązuje problemów mieszkańców – zaznacza Hoffman.

Pod nowosądecki ratusz przyszło około 50 osób, które nie ukrywają swojej sympatii do prezydenta Ludomira Handzla i pozytywnie oceniają jego zarządzanie Nowym Sączem.

– Jak wygrał wybory, to miasto zaczęło się zmieniać na lepsze. Nie rozumiem, dlaczego przewodnicząca Iwona Mularczyk stale go atakuje i nawet to, że prezydent na bieżąco informuje mieszkańców o swojej pracy, odbiera jako lansowanie. To żenujące, taka osoba nie powinna zasiadać w Radzie Miasta – zaznacza Beata Majewska, która przystąpiła do grupy referendalnej.

– Czas najwyższy na podjęcie realnych, konkretnych działań zmierzających do tego, żeby radni zrozumieli, że ważne jest dobro miasta i jego mieszkańców, a nie dbanie o swój własny interes. Niech ludzie zdecydują, czy chcą odwołania rady i wybrania nowych przedstawicieli czy aby zostali ci sami. Sesje Rady Miasta wyglądają w sposób co najmniej dziwny, śmieszny, a w opinii publicznej pojawiają się nawet określenia kwadratowy cyrk. Nie przysparzają Radzie Miasta dostojeństwa, które powinna prezentować, ośmieszają ją jako organ – dodaje Jakub Belski, najmłodszy z tych, którzy wpisali się na listę.

Co dalej w przypadku referendum? Wśród 15-osobowej grupy musi się wyłonić zarząd, który powiadomi komisarza wyborczego i prezydenta miasta o zamiarach zwołania referendum. Od tego dnia mają oni czas 60 dni na zebranie około 6,5 tys. podpisów uprawnionych do głosowania mieszkańców Nowego Sącza (dokładna liczbę 10 proc. wyborców poda im prezydent). Jeśli uda mi się je zebrać, to wraz z uzasadnionym wnioskiem składają je u komisarza wyborczego i w ratuszu. Aby odwołać obecną Radę Miasta i doprowadzić do nowych wyborów „za” musi być przynajmniej 3/5 z liczby osób, które ją w 2018 roku wybrały (36487). To przynajmniej 21893 osób.

– Czy nam się uda? Nie wiem. Chcemy, żeby to mieszkańcy wypowiedzieli się, czy chcą zmian czy nadal oglądać tak zachowujących się radnych – odpowiada Hoffman.

W powodzenie referendum nie wierzy Artur Czernecki (PiS Wybieram Nowy Sącz), radny z najsilniejszym mandatem (głosowało na niego 13,6 proc. wyborców z okręgu – 1047 osób).

– To celowe działanie ze strony zaplecza prezydenta Ludomira Handzla, aby zrównoważyć to, że nie udzielono mu absolutorium. Niemniej jednak mieszkańcy mają prawo, żeby decydować, czy chcą odwołać radę czy nie, składającą się w większości z przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości, którzy mogą wnieść najwięcej pożytku do tego miasta. Mieszkańcy nas wybrali i to oni mają demokratyczne prawo nas odwołać. Nie będzie o tym decydował pan Hoffman, Belski czy Handzel. Ja się referendum nie obawiam, wiem że dobrze pracuję na rzecz miasta – komentuje Czernecki.

Zarzuty o blokowanie pracy prezydenta przez Rade Miasta są dla niego niedorzeczne.

– Zablokowaliśmy tylko dwie uchwały: zakup działki za 20 mln złotych z kredytu, gdzie i tak nie stanąłby wspominany ratusz, oraz likwidację najstarszej szkoły podstawowej SP nr 1 – wylicza Czernecki.

Inny pomysł na usprawnienie pracy ma linii Rada Miasta – prezydent Ludomir Handzel ma Grzegorz Fecko (Koalicja Obywatelska), który w videoblogu zabrał zdanie na temat referendum.

– Wystarczyłoby, żeby prezydent pozyskał głos jednego lub dwóch radnych z opozycyjnego klubu – zaznaczył Fecko.

Układ sądecki kontra układ warszawski? Wojna o projekt wart 100 mln zł

– Śledztwo sądeckiej prokuratury i wejście policji do biur naszej spółki to efekt brutalnej próby przejęcia kontroli nad wartym 100 mln zł projektem przez Adama Górskiego i jego wspólników. Sieć powiązań jest tutaj przedziwna, włącznie ze służbami państwowymi. To układ nowosądecki atakuje – twierdzi Robert Gmaj, właściciel WSB- NLU. Policja odmawia komentarza a sądeccy udziałowcy: Górski i Erbet w odpowiedzi zwołują własną konferencję prasową. To będzie bardzo gorące lato w Nowym Sączu.

Zarząd spółki Miasteczko Multimedialne chce powiadomić: Prokuratora Generalnego, Ministerstwo Sprawiedliwości, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Komendanta Głównego Policji o tym, że przed tygodniem policja na zlecenie prokuratury, naruszając ustawę o szkolnictwie wyższym, weszła do budynku uczelni przy ul. Zielonej, gdzie znajdują się biura spółki.
Po tej akcji w sumie aż 8 przedstawicieli spółki Miasteczko Multimedialne oraz powiązanej z nią WSB-NLU tłumaczyło się dzisiaj (23 lipca) na konferencji prasowej członkowie zarządu spółki odnieśli się do śledztwa, jakie prowadzi sądecka Prokuratura Rejonowa. 
Po doniesieniu złożonym przez udziałowca spółki Adama Górskiego prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nieprawidłowości w zarządzaniu majątkiem spółki Miasteczko Multimedialne. W ubiegłym tygodniu policjanci z wydziału do spraw przestępczości gospodarczej weszli do jej biur. Funkcjonariusze zabezpieczyli komputery i dokumenty spółki, a nawet jak twierdzą przedstawiciele MM, telefony komórkowe. A następnie wywieźli je do Krakowa.
– Z całej siły będziemy się przeciwstawiać takim działaniom policji i prokuratury. Wbrew ustawie o szkolnictwie wyższym nie powiadomiono o tym rektora. To niedopuszczalne, żeby policja naruszyła eksterytorialność uczelni – grzmiał Wiktor Patena, rektor WSB-NLU.
Przedstawiciele spółki skarżyli się, że teraz z potrzebnych do realizacji projektu Parku Technologicznego dokumentów mogą korzystać jedynie w krakowskiej komendzie . 
– To draństwo i bezczelność. Wpadła ekipa policjantów, obstawiła budynek, wejścia, nawet zabrała telefony wszystkim, którzy byli na liście Górskiego. Pani prezes Szostkiewicz nie może nawet robić przelewów, bo te można autoryzować tylko przez telefon komórkowy. Tym samym zablokowana została działalność spółki –opowiadał dziennikarzom Robert Gmaj, przedstawiciel właścicieli WSB-NLU, która ma udziały w spółce. – Zrobiono nalot, nazywają nas złodziejami. Mam nadzieję, że po wyjściu z tej sali, po tym, co zaraz powiem, nic mi się nie stanie złego. Liczę się natomiast z odpowiedzialnością za ewentualne zarzuty o naruszenie dóbr osobistych, ale pan Górski i jego partnerzy nie dali mi wyboru. A to o nas mówi się krzywdząco, że jesteśmy podobno „układem warszawskim” – nie krył emocji Gmaj.
Po tych słowach rozpoczął prawdziwą tyradę skierowaną pod adresem sądeckich współudziałowców (Gmaj jest związany z konsorcjum Futurus, powiązanym z przedsiębiorcami z Warszawy, którzy odkupili ją od Pawłowskiego – przyp. Red.).

Chwycę byka za rogi. Mam świadomość, że przekraczam Rubikon, mówiąc o nowosądeckim układzie. Powiem wam takie rzeczy, że będziecie mieli o czym pisać. Pół roku milczałem dla dobra projektu, ale jak widać to był błąd – zaczął z grubej rury.
Jego zdaniem całemu zamieszani winni są sadeccy współudziałowcy spółki Miasteczko Multimedialne, którzy mają większościowy pakiet 52 procent akcji.
– Pierwszy zgrzyt nastąpił pod koniec lipca ubiegłego roku, gdy uczelni zabrakło pieniędzy. Wtedy bankrutował Budus, a Miasteczko akurat wzięło kredyt na tą budowę, ale było wiadomo, że przez jakiś czas te środki nie będą wykorzystane. Zdecydowałem wystąpić, jako kanclerz do spółki o pożyczkę w wysokości pół milion złotych, na co potrzeba było zgody walnego zgromadzenia. Górski zgodził się na pożyczkę, ale pod warunkiem zastawu w wysokości sześciokrotności wartości pożyczki, czyli 3 mln zł. Pieniądze były nam potrzebne, bo wszystkie nasze środki poszły na ratowanie WSB. Stanęło na tym, że będzie trzykrotne zabezpieczenie w wysokości 1,5 mln zł, a zabezpieczenia dotyczyły Miasteczka. Umowa zabezpieczała Górskiego tak, że gdybyśmy nie spłacili kredytu to spółka należałaby tylko do niego. Mam tę umowę, pokażę ją prokuratorowi – zapewniał Gmaj.

Dzienniakrze dopytywali jak doszło do konfliktu.
– Miałem zupełnie inną wizję Miasteczka, które wtedy szło na manowce. Jeszcze kilka miesięcy temu Miasteczku groziła katastrofa, bo nierealizowane były wskaźniki PARP. Celem miał być park technologiczny oparty na multimediach i technikach informacyjnych. Celem nie była działalność zarobkowa, czego chyba Górski nie rozumiał. On prowadził to w kierunku działalności zarobkowej, wynajmu pwierzchni pod fitness i hotel, bo  tylko na tym się akurat znał, natomiast nie miał kompletnie pojęcia o procedowaniu założeń unijnego projektu. Groziło to zabraniem dotacji – twierdzi. 
Gmaj opowiadał też dziennikarzom, że Górski wprowadzał wbrew dokumentom, swoich ludzi do zarządu, a tych nominowanych przez WSB odwoływano ( m.in. właśnie Krzysztofa Pawłowskiego), był bałagan, bo do KRS szły podwójne wnioski, a przez moment działały nawet równolegle dwa zarządy: „sądecki” i „warszawski”.  – Górski się szarogęsił w projekcie, o którym nie miał pojęcia. W tym czasie w zarządzie zasiadała nawet jego córka. Mówimy tu o o próbie nielegalnego przejęcia steru w spółce zarządzającej 100-milionowym rządowym projektem. Okazało się jednak, że obowiązuje umowa według , której to WSB ma prawo powoływać członków zarządu a kolejna dająca te uprawnienia współudziałowcom jest nieważna. Wtedy do PARP doniesiono na nas, że podobno giną miliony złotych – przekonywał Gmaj, który zasiadł dziś za stołem konferencyjnym przed kartką z napisem „właściciel”. – To nie żadna prowokacja, nasza rzeczniczka się pomyliła, jestem oczywiście współwłaścicielem – tłumaczył.

Znany sądecki przedsiębiorca Adam Górski nie chciał na gorąco komentować tych zarzutów. – Że jakim jesteśmy układem? – dziwił się, gdy do niego zadzwoniliśmy. – To co tam wygadywali to jakaś masakra. Muszę na spokojnie sformułować wypowiedź, proszę dać mi trochę czasu – powiedział reporterowi portalu Sadeczanin.info.
Kilka godzin później Ludomir Handzel, pełnomocnik Górskiego i firmy Erbet poinformował nas, że wkrótce zwołana zostanie w tej sprawie konferencja prasowa, tym razem miejscowych udziałowców.
Komentarza w sprawie wejścia na teren uczelni odmawia natomiast Wojewódzka Komenda Policji w Krakowie.
– Aktualnie nadzór nad prowadzonymi czynnościami ma prokuratura sądecka. My stawianych zarzutów na razie komentować nie będziemy. Żadne takie pismo do nas do tej pory nie wpłynęło – mówi Katarzyna Padło, rzeczniczka KWP.

Całym zamieszaniem zmartwiony jest obecny prezydent, a dawny rektor i założyciel WSB-NLU oraz pomysłodawca projektu Parku Technologicznego. – To mi przypomina film „Układ Zamknięty”, gdzie przedsiębiorcy padają ofiarą zmowy. Pan Gmaj ma tu całkowitą rację –komentuje Krzysztof Pawłowski. – Prosiłem publicznie prezydenta Nowego Sącza o wsparcie w poszukiwaniu lokalnych inwestorów .Mimo jego starań to się nie udało. Teraz niestety mamy do czynienia z taką a nie inną sytuacją. Jestem przekonany, że ta sprawa nie skończy się na prokuraturze, tylko na sądzie albo wszystko zostanie umorzone po kilku latach – prognozuje Pawłowski.

 
źródło: https://kontakt24.tvn24.pl/uklad-sadecki-kontra-uklad-warszawski-wojna-o-projekt-wart-100-mln-zl,1448814,ugc